2010.09.9 9:19:26
Home | Zdrada Solidarności - 1
FilozofiaGaleria BibliografiaBiogramNowościKontakt Linki internetowe Zdrada Solidarności - 1ZDRADA S - 2

|
| ZDRADA |
| |
Wojciech CHUDY
ZDRADA SOLIDARNOŚCI
WSTĘP – OBJAŚNIENIE DWU POJĘĆ Obydwa pojęcia tytułowe naszego artykułu domagają się ujaśnienia i precyzacji. Samo znaczenie słowa zdrada zawiera w sobie kilka wymiarów semantycznych. Na pierwszym planie stoi założenie wewnętrznej decyzji (jednostki lub zbiorowości) o zawierzeniu, opowiedzeniu się za pewną wartością, a nawet rodzaju przysięgi (wewnętrznego postanowienia) złożonej w imię wierności tej wartości. Wymiar ten stanowi założenie zdrady; jej istotą jest złamanie owego zawierzenia, przysięgi itp., odstępstwo od przyjętych pierwotnie wartości. Zdradą jest działanie przeciwko wartościom albo zaparcie się ich; zdrada Judasza różni się od zdrady Piotra. Zawsze w pojęciu zdrady mieści się negacja prawdy. W aspekcie społecznym sprawa się jeszcze bardziej komplikuje. W zbiorowości idea lub wartość mogą być różnie pojmowane przez tych, którzy podjęli zobowiązanie wierności; tak rodzą się rozłamy, frondy i sekty; część społeczeństwa, broniąca swojej ortodoksji, jest w dobrym prawie do nazwania owej różnicy zdradą, jeśli rozłam osłabi integralność grupy. Może być wreszcie tak, że ktoś deklaruje zawierzenie i wierność jakiejś idei i tak jest odbierany w oczach społeczeństwa, w rzeczywistości traktując przedmiot owego założenia tylko instrumentalnie i realizując swój – do czasu – ukryty cel. To być może najdotkliwszy dla wspólnoty przypadek postawy zdrady. Jakkolwiek byśmy jednak nie pojęli nazwy zdrada – jako akt lub postawę, odstępstwo czynnie szkodzące naszej wartości albo bierne zaparcie się, okłamywanie drugich czy zakłamywanie siebie – to zawsze znaczenie jej osnuwać się będzie wokół tego istotnego rdzenia pojęcia zdrady, które stanowi niewierność człowieka wobec samego siebie. W tym istotnym momencie moralnym, w którym człowiek decyduje się zaprzeczyć prawdzie uznanej przez siebie, rodzi się zdrada. Pojęcie Solidarności ma sens bardziej konkretny historycznie. W XX wieku za sprawą przemian w Polsce nazwa Solidarność zaczęła odnosić się do ruchu społecznego, związku zawodowego, a wreszcie do struktury politycznej . Jednak od czasu, kiedy zrodziło się owo dwudziestowieczne pojęcie, w istocie ukonstytuowane przez wolę i uczucia milionów ludzi, minęło ćwierć wieku. Mówi się dziś nawet o dekonstrukcji pamięci o Solidarności, Wielu już zapomniało o niej. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” (NSZZ „Solidarność”) to związek zawodowy powstały w 1980 roku na fali protestu społecznego przeciw zniewoleniu i wyzyskowi, protestu zapoczątkowanego strajkiem w Stoczni Gdańskiej. Jednak to zbyt wąskie znaczenie , jeśli chce się oddać sprawiedliwość temu fenomenowi stanowionemu jakiś czas przez jedność idei i woli oraz uczuć zbiorowości Polaków, która później, po dwóch dekadach, nazwana została „heroicznym aktem zbiorowego doświadczenia, które legło u podstaw III Rzeczypospolitej” . W artykule będziemy więc rozumieć przez Solidarność ruch społeczny o wyraźnym nastawieniu moralno-demokratycznym, objawiającym się w silnym poczuciu zbiorowej nadziei i owocującym wzmocnieniem integracji społecznej. Ruch ten wyzwalał tak wiele energii i życzliwości ludzkiej, ogniskował tak dużo idealizmu społecznego, że z pewnej perspektywy czasowej zaczęto go porównywać do ruchu pierwszych chrześcijan. Dziś publicystyka jest skłonna raczej mówić o micie Solidarności. Z pewnością istniał mit Solidarności. Wyrósł on na ideale, w dużej mierze krystalizującym się w realnych warunkach ludzkiej współegzystencji w ciągu 16 miesięcy po Sierpniu. Z pewnością wiele czynników złożyło się na przekształcenie idei w formę niezgodną z intencjami jej założycieli. Dziś wielu z tych, którzy pamiętają jeszcze o tamtej epoce, poprzestaje na nostalgii i konstatacji, że mit nie mógł trwać wiecznie. Jednak ciągle duża część społeczeństwa polskiego, bohaterowie, uczestnicy i świadkowie pierwszej Solidarności, tej z 1980 roku, żywi przekonanie o ukierunkowaniu i sterowaniu jej niepowodzeniem, o niegodnej grze, w której dla zysków poświęcono jej etos. Tutaj już można mówić o zdradzie. Tytuł Zdrada Solidarności obejmuje swoją celową dwuznacznością część naszych dylematów, dotyczących tych spraw. Czy Solidarność zdradziła? Sama idea okazała się nie na te czasy? Albo Związek, struktura obiektywna, „zmurszał”, zdegenerował się i skarlał? A może przeciwnie – może to nie Solidarność zdradziła, a została zdradzona? Jeśli tak, to przez kogo? Kto uczestniczył w akcie zdrady rozciągniętym na ćwierćwiecze? Elity władzy, elity inteligencji (eksperci), populistyczne masy pracownicze, „słomiani” entuzjaści, Ty, Czytelniku, ja, autor?
KRÓTKA HISTORIA SOLIDARNOŚCI Korzenie Solidarności tkwią głęboko w historii Polski. Coraz częściej słyszy się głosy historyków i filozofów historii o dziedzictwie powstań i zrywów narodowych jako mających wpływ na wydarzenia Sierpnia 1980 . Zwraca się też uwagę na ciągłość polskich zrywów wolnościowych. „Nie było przecież przerwy między, powiedzmy, umownym końcem wojny i początkiem nowej okupacji a zrywem 56. roku i następnymi zrywami lat 68., 70., 76., 80. itd., To jest cały łańcuch ludzi, którzy historię tworzyli, walcząc o wolną Polskę” . U podstaw tej niezwykłej jedności społecznej 1980 roku stała naturalna potrzeba sprzeciwu wobec zniewolenia i przemocy, jakie odczuwała większość społeczeństwa po 1945 roku. Wartością, która czyniła ową potrzebę silną i konieczną właśnie w tym czasie historycznym, było poczucie godności jednostkowych ludzi, spotęgowane w postaci poczucia godności narodu. Po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie w 1976 roku, kiedy władza ze szczególną bezwzględnością rozprawiała się z robotnikami, zaczęła się formować z silną determinacją opozycja. Powstał Komitet Obrony Robotników (KOR), działające jawnie opozycyjne ugrupowanie społeczne, utworzone m.in. przez: J. Andrzejewskiego, J. Kuronia, J.J. Lipskiego, E. Lipińskiego i ks. J. Zieję, skoncentrowane na pomocy prawnej i materialnej ludziom represjonowanym, więzionym, a także ich rodzinom. Sporadycznie, ale z dużą determinacją buntowali się chłopi; zwłaszcza na Lubelszczyźnie istniał silny ruch protestu (np. poprzez głodówki) rolników przeciwko wyzyskowi i zniewoleniu. Od inicjatywy Świtonia na Śląsku w marcu 1978 r. bierze początek ruch Wolnych Związków Zawodowych (WZZ), z których grupa gdańska powstała w maju 1978 z inicjatywy Krzysztofa Wyszkowskiego (jej pierwszoplanowymi postaciami w byli: Borusewicz, L. Kaczyński, Pieńkowska, Wałęsa, Andrzej i Joanna Gwiazdowie, Wałęsa, Gwiazda, Anna Walentynowicz, Lis, Andrzej Kołodziej, L. Kaczyński, Ewa Kubasiewicz, Borusewicz, Pieńkowska i Andrzej Bulc z „Elmoru”) odznaczała się najsilniejszą dynamiką i miała największe znaczenie. W 1977 (maj) powstał Studencki Komitet Samoobrony, który na Wybrzeżu przekształcił się w Ruch Młodej Polski. Wtedy założono również Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), z którego L. Moczulski oderwał frakcję dając początek Konfederacji Polski Niepodległej (KPN) . Ważny wpływ na powstanie tej formacji protestu miała konsekwentna nauka i działalność duszpasterska Kościoła, słowa i postawa jego kapłanów, przede wszystkim prymasa S. Wyszyńskiego i kard. K. Wojtyły – w okresie przełomu już papieża. Wielką rolę w stymulacji samoświadomości społecznej Polaków odegrała pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny w 1979 roku. Była ona swoistym detonatorem poczucia „my” robotników polskich. Zofia Romaszewska, działaczka Komitetu Obrony Robotników, wspominając determinację przy niesieniu pomocy represjonowanym po 1976 roku, konkluduje: „Gdy na to wszystko nałożył się przyjazd Papieża-rodaka i okazało się, że tych ludzi jest bardzo, bardzo dużo, wtedy już naturalną konsekwencją było powstanie Solidarności” . „Przed sierpniem był lipiec” – takie hasło funkcjonowało w prasie podziemnej w 1980 roku. Z powodu podwyżki cen mięsa, robotnicy z Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL Świdnik rozpoczęli strajk, a w następnych dniach dołączyli do nich pracownicy innych lubelskich zakładów pracy (łącznie protestowało ponad 150 zakładów i ok. 50 tysięcy osób). Strajki lubelskie trwały do 25 lipca . Początek strajku w Stoczni Gdańskiej (14 sierpnia) miał w znacznej mierze charakter ekonomiczny i po dwóch dniach ogłoszono jego zakończenie, ponieważ dyrekcja Stoczni częściowo obiecała spełnić żądania strajkujących. Jednak na Wybrzeżu i w całym kraju już wrzało, w stoczni pojawiła się delegacja 21 zakładów Gdańska z Bogdanem Lisem i Andrzejem Gwiazdą; protest postanowiono kontynuować. Głównymi motorami strajku w Stoczni Gdańskiej byli Bogdan Borusewicz i – później – Andrzej Gwiazda. Powstał Miejski (wkrótce przekształcił się w Międzyzakładowy) Komitet Strajkowy z Wałęsą jako przewodniczącym. Ksiądz Henryk Jankowski wewnątrz Stoczni odprawił pierwszą strajkową Mszę świętą; niemal w tym samym czasie Mszę w Stoczni Gdyńskiej odprawił ks. Hilary Jastak, niezłomnie wierny i nieustraszony kapłan Solidarności przez cały okres trwania Związku. Zredagowano słynne postulaty gdańskie, w tym postulat powołania wolnych związków zawodowych. Taki był początek Solidarności. Obrósł zarówno legendami jak i pomówieniami. Wrzenie strajkowe ogarnęło cały kraj. Powstał potężny ruch rewindykacji praw pracowniczych i obywatelskich, którego centrum była Stocznia Gdańska. Tam też podpisano 31 sierpnia umowę z władzami PRL, które zgodziły się na warunki (21 postulatów), oznaczające w istocie wejście na drogę demokratyzacji. 10 listopada 1980 roku Sąd Najwyższy rejestruje statut NSZZ „Solidarność”. W niecały rok później w Gdańsku odbył się Pierwszy Krajowy Zjazd Solidarności, jej przewodniczącym wybrano Lecha Wałęsę . Odtąd faktycznie rozpoczyna się awans wolności w Polsce (w szczytowym momencie 1981 roku do Związku należało ok. 10 milionów Polaków), a jednocześnie „przepychanie” się z władzą o nowe strefy tej wolności. W ciągu 16 miesięcy istnienia notuje się rozliczne konflikty, prowokacje i utrudnienia tworzone przez władze komunistyczne i służby specjalne, mające na celu zmniejszenie wpływów i roli Solidarności. M. in. przez cały rok 1981 podsycana była przez rządowe środki przekazu atmosfera szkodliwości ekstremy, czyli radykalnych działaczy (Gwiazda, Morawiecki, Seweryn Jaworski, Antoni Kopaczewski i inni), popularnych w zakładach pracy i mających dobry kontakt z robotnikami. Również w ciałach związkowych toczyła się swoista walka o „wycięcie ekstremy”. Z biegiem czasu ukształtowała się grupa działaczy i ekspertów, odgrywająca pierwszorzędną rolę w Solidarności. Lech Wałęsa oddziaływał głównie na szerokie warstwy społeczeństwa, stał się ich nadzieją i legendą. Bronisław Geremek kontaktował się z zagranicą, zarówno z dziennikarzami, jak i politykami Zachodu. Był rodzajem ambasadora opozycji w wolnym świecie. W większości to na tej drodze media Zachodu formowały wizerunek Solidarności, w szczególności zaś przewodniczącego Związku Lecha Wałęsy. W dziedzinie oddziaływania wewnętrznego głównymi postaciami byli A. Michnik i J. Kuroń. W pewnym sensie przełomową rolę w historii Związku odegrał tzw. kryzys bydgoski, w którego wyniku 27 marca 1981 r. w czterogodzinnym strajku ostrzegawczym wzięli udział prawie wszyscy ludzie pracy w Polsce. Związek odtąd stracił swój impet . Solidarność osłabiały nie tylko działania zewnętrzne. Już w drugiej połowie 1980 roku występowały konflikty w łonie władz związku, „podziały gwałtownie narastały” . W 1981 trwała walka o rząd dusz prawie milionów ludzi. Tłem były rejestracja Związku, Pierwszy Zjazd, wybory Komisji Krajowej i Zarządu oraz rola ekspertów Solidarności, którzy zaczęli odgrywać coraz większą rolę . Następowała coraz większa polityzacja Związku . Stan wojenny wprowadzono 13 grudnia 1981 roku (będzie trwał do 22 lipca 1983). Jednak już od dłuższego czasu Solidarność odliczała dni i godziny: już 16 lutego 1981 grupa 45 wyższych oficerów MON i MSW oraz dwóch funkcjonariuszy Wydziału Propagandy KC PZPR rozpoczęła prace nad przygotowaniem planu wprowadzenia stanu wojennego. Ten akt polityczny, administracyjny i militarno-policyjny nie tylko przerwał demokratyczny rozwój związku zawodowego, ale przyniósł niepowetowane straty kulturze i gospodarce Polski. Zginęło wielu ludzi, m.in. szesnastu górników z Kopalni „Wujek” i ks. Jerzy Popiełuszko, który został uprowadzony i zamordowany 19 października 1984 roku przez komando SB ; internowano tysiące osób oraz złamano moralnie o wiele większą ich liczbę. Przez wiele lat – praktycznie do 1988 roku – notorycznie łamano prawa człowieka, obywatela i narodu, umowy międzynarodowe, nieliczono się z opinią świata . Opór społeczeństwa był spontaniczny i na początku gwałtowny. Począwszy od 1982 roku 13-go każdego miesiąca (a także 31 sierpnia i przy innych rocznicach) wybuchały demonstracje w największych miastach Polski . Przez kilka tygodni wybuchały strajki protestacyjne; gdy były dławione, inicjowano nowe. Z biegiem czasu wygasły lub zostały stłumione, lecz gniew i frustracja społeczeństwa pozostały żywe; ukazał to rok 1988 i następny. Solidarność, choć uderzona z zamiarem zniszczenia , niemal od pierwszego dnia stanu wojennego zaczęła „zbierać siły”. „Tygodnik Mazowsze” pod kierownictwem Heleny Łuczywo rozpoczął działalność już 16 grudnia . Pierwsza audycja podziemnego Radia Solidarność została nadana 12 IV 1982 roku. Pierwsze ciało Solidarności, mające zastąpić rozbitą Komisję Krajową, Tymczasowa Komisja Koordynacyjna, powstała 22 kwietnia 1982 . Powołane zostało zaraz (1 lipca 1982) Biuro Koordynacyjne „Solidarności” Zagranicą z siedzibą w Brukseli, którego zadaniem było reprezentowanie Związku w polu międzynarodowym; przez Brukselę płynęły fundusze, sprzęt poligraficzny i inna pomoc, istotnie zasilająca działalność podziemną. Trzy lata później, 19 listopada 1985, w USA utworzono „Fundację Solidarność” , mającą za zadanie. reprezentowanie Solidarności w ruchu związkowym i utrzymywanie stałej współpracy z władzami zagranicznych organizacji związkowych. Zbigniew Romaszewski, dzięki swym kontaktom i subsydiom amerykańskim, założył 10 grudnia 1987 Komisję Interwencji i Praworządności NSZZ Solidarności, pełniącą funkcję analogiczną do KOR-u w jego pierwszej fazie działalności. W latach 1982-88 Solidarność jest sukcesywnie dezintegrowana. Stan wojenny robi swoje, nie bez wpływu jest także wewnętrzne skłócenie działaczy i ośrodków Związku. Bardzo wcześnie po wprowadzeniu stanu wojennego, jeszcze w obozach internowania, pojawił się „syndrom rozmów”, idea „dogadania się” z władzą, która podzieliła działaczy . Podziemie było silnie infiltrowane przez agentów Służby Bezpieczeństwa. Pojawiły się symptomy demoralizacji, zwłaszcza na tle podpisywania „deklaracji lojalności”, a także oskarżeń o współpracę z SB. Wiele osób zdecydowało się na emigrację na Zachód. Nawet gdy działacze zaczęli sukcesywnie opuszczać więzienia (pierwsza fala 22 lipca 1984 , do września 1986 wolni byli prawie wszyscy więźniowie polityczni), nie zdynamizowało to Związku. Solidarność powoli zamierała. Regularnie jednak wybuchały w miastach demonstracje . Działacze uprawiali głównie działalność symboliczną, polegającą na wykonywaniu gestów, mających podtrzymać morale związkowców i społeczeństwa . Powołana została pierwsza od początku stanu wojennego jawna i działająca otwarcie struktura kierownicza Związku - Tymczasowa Rada NSZZ „Solidarności” – powołał ją 30 września 1987 L. Wałęsa . W następnych dniach ujawniły się regionalne struktury Związku w Warszawie, Lublinie, Katowicach i Łodzi. Zaczęły powstawać jawne struktury w zakładach pracy. Komisje zakładowe składały w sądach wnioski o rejestrację. Przez następne półtora roku w Związku dokonywało się przede wszystkim konsolidowanie obsady personalnej władz. W odczuciu członków w latach 1987-1988 Solidarność znajdowała się w głębokim kryzysie. „Wtedy debaty się toczyły i tak prawdę mówiąc, nikt nie wiedział, co robić” . Na wspólnym posiedzeniu TKK i Tymczasowej Rady Solidarności (25 października 1987) powołano jednolite kierownictwo - Tymczasową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarności”. Jakiś czas później, 13 marca 1988, ujawniono aktualny skład Krajowej Komisji Wykonawczej (KKW), czyli rodzaju „rządu” Solidarności . Stagnację przerywają dwie silne fale strajków w 1988 roku (w kwietniu i sierpniu). Istotny wpływ na ten spontaniczny wybuch miały dwa czynniki: wizyta Jana Pawła II w 1987 roku (pamiętna homilia na Zaspie w Gdańsku, gdzie papież mówił do ponad 1 miliona osób „o nas i za nas”) oraz wielki napływ „świeżej krwi”, zwłaszcza ludzi młodych, do struktur opozycyjnych jesienią 1988 . Fala druga jest silniejsza, dociera aż na Górny Śląsk – następują też brutalne pacyfikacje (np. w Nowej Hucie). Pokaz siły w sierpniu 1988 nie zdał się na nic, fala strajków rozlewała się nadal. „Władza była trochę przerażona” . Strajkuje Śląsk, gdzie nie wiadomo, z kim rozmawiać: pojawili się tam bowiem całkiem nowi ludzie. „Sytuacja Wałęsy wcale nie jest taka mocna” . Wałęsa stara się jak najszybciej zakończyć drugą falę strajkową, sam jeździ i „gasi pożary”. Władze komunistyczne proponują rozmowy. Tak zaczął się Okrągły Stół. W lipcu 1988 roku pierwszy sekretarz KPZS M. Gorbaczow dał w Warszawie sygnał perestrojki skierowany do społeczeństwa polskiego, znak, że partia w Polsce traci bezwzględne oparcie w hegemonie . Był to również znak dla Związku. Następuje przyspieszenie w kwestii Solidarności. 31 sierpnia gen. Kiszczak spotyka się z Lechem Wałęsą w Warszawie, w willi MSW przy ul. Zawrat w sprawie podjęcia rozmów przy Okrągłym Stole; w rozmowach biorą także udział z jednej strony S. Ciosek i ks. A. Orszulik. Strona rządowa ma wyraźną strategię postępowania, scenariusz opracowany przez gen. Pożogę, Urbana i Cioska i zaakceptowany przez gen. Jaruzelskiego . Niedługo potem ma miejsce legendarna w swej dwuznaczności Magdalenka. Pierwsza Magdalenka (16 września 1988), czyli spotkanie „dwóch stron” połączone z suto zakrapianym bankietem w ośrodku MSW, mieszczącym się w Magdalence pod Warszawą, stanowiła „rozmowy o rozmowach”, czyli przygotowywała Okrągły Stół . Pod koniec roku (30 XI) odbyła się telewizyjna debata Lech Wałęsa - Alfred Miodowicz (szef OPZZ), w której Wałęsa zdecydowanie pokonał swojego oponenta; występ ten wzmocnił zdecydowanie jego pozycję lidera Związku i większości Polaków. W 1989 narasta nowa fala strajków, silniejsza od tych z 1988 roku; ukrywa się je zarówno przed społeczeństwem jak i niestrajkującymi działaczami regionalnych struktur. Od tego momentu istnieją już bardzo wyraźne kontakty Moskwy z opozycją w Polsce (trwają rozmowy, w których między innymi jako pośrednik jest wykorzystywany Andrzej Wajda) . Obrady Okrągłego Stołu toczyły się od 6 lutego do 5 kwietnia 1989. Negocjacje prowadzono w trzech zespołach: do spraw gospodarki i polityki społecznej, reform politycznych oraz pluralizmu związkowego. W społeczeństwie i Związku rozmowy te w większości przyjęto sceptycznie lub wręcz krytycznie (mówiono nawet o zdradzie) . Najwięcej wątpliwości budził sposób doboru delegacji Solidarności (ze stu członków dawnej Komisji Krajowej przy stole znalazło się tylko czterech ), daleki od reguł demokracji (np. B. Borusewicz odmówił wzięcia udziału w obradach). Była to jak się zdaje kulminacja opuszczenia „dołów” robotniczych przez elity. „Oni wiedzieli lepiej, co dla nas wszystkich będzie dobre, i nie widzieli powodu by to z nami konsultować” (Ryszard Bugaj) . Antoni Dudek, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, mówi dziś: „Doraźnie okrągły stół miał rozładować falę niezadowolenia, która się zaczęła z końcem l988 r., o czym ja osobiście dowiedziałem się dopiero z dokumentów SB. Wcześniej nic nie wiedziałem o strajkach z początku l 989 r., bo to nie były strajki polityczne, ale było ich bez porównania więcej niż w dwóch falach strajków w l988 r. Ich znaczenie polegało przede wszystkim na skali i na tym, że w 90 proc. one nie były organizowane przez nikogo. Najgroźniejsze dla obu stron okrągłego stołu było to, że mogli zacząć nimi dowodzić ludzie z młodego, radykalnego pokolenia. Mam na myśli zarówno środowiska studenckie, jak i młodych robotników. To byłoby dla władz bardzo groźne. Jest taka wypowiedź Reykowskiego na posiedzeniu Biura Politycznego, że główne niebezpieczeństwo stanowi radykalizm młodego pokolenia” . Owoce Okrągłego Stołu były enigmatyczne i najczęściej zbyt ogólne (jak pokażą to choćby za dwa miesiące wybory do parlamentu). Jednak dokonany został pewien przełom. W aspekcie demokracji znaczenie Okrągłego Stołu polegało głównie na wykreowaniu wolnych wyborów do Senatu. Ryszard Bugaj – dziś wielki przegrany tamtych czasów – zdobywa się na obiektywny sąd: „Tamta reprezentacja społeczna, może udawana, może sztuczna, może samozwańcza, jednak stanęła do obrad w pełnym świetle i przy włączonych kamerach telewizyjnych – w ten sposób nieodwracalnie runął kanon komunistycznego porządku. Wiedziałem, że od tego czasu nic nie będzie tak samo, jak było” . Jednym z owoców Okrągłego Stołu było wpisanie 17 kwietnia 1989 przez Sąd Wojewódzki w Warszawie - po siedmiu latach, czterech miesiącach i czterech dniach - ponownie do rejestru związków zawodowych NSZZ „Solidarność”; jednak była to statutowo, strukturalnie i w aspekcie etosu inna Solidarność. Związek zaczął od przygotowywania się do wyborów 4 czerwca . Sformułowano listę Komitetu Obywatelskiego, słynną listę, z której każdy z kandydatów miał swój plakat ze swoim zdjęciem z Lechem Wałęsą. Wyniki wyborów przeszły oczekiwania strategów Okrągłego Stołu. Solidarność zdobyła prawie wszystkie możliwe mandaty, ponadto wyborcy w ferworze demokratycznym „wycięli” 33 kandydatów z partyjnej listy krajowej. Powstała dość dramatyczna konfuzja prawna, sytuacji takiej bowiem nie przewidywał regulamin wyborów. Wałęsa w trakcie jednej z czerwcowych posiedzeń Komisji Porozumiewawczej (ciała wspólnego Solidarności i partii) podejmuje decyzję – jak to ocenia A. Dudek - „absolutnie zdumiewającą […], czyli zgadza się na zmianę reguł gry w czasie wyborów - nowelizację ordynacji wyborczej między pierwszą i drugą turą głosowania, tak, aby 33 mandaty, które przepadły z listy krajowej, przenieść do okręgów” . Tak powstawał Sejm kontraktowy. Niedługo potem 19 lipca 1989 roku Zgromadzenie Narodowe na posiedzeniu niepozbawionym elementów manipulacji wybrało m.in. głosami parlamentarzystów solidarnościowych generała W. Jaruzelskiego – odpowiedzialnego za stan wojenny – pierwszym prezydentem RP. Wkrótce powstał rząd Solidarności w koalicji z ZSL i SD, sformowany przez Tadeusza Mazowieckiego w sierpniu 1989. Ilościowo ludzie Solidarności jednak tylko jednym głosem przewyższali reprezentację PZPR, chociaż ta ostatnia formalnie nie wchodziła w skład koalicji rządowej. Prędko pojawiła się sprawa sytuacji gospodarczej, wzajemnych powiązań z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, przede wszystkim zaś warunków pomocy Polsce. Warunki stawiane przez MFW były nie do zrealizowania przez PZPR dlatego, że to groziło nowymi strajkami. Ukazuje to jeszcze jeden aspekt oddania części władzy przez komunistów. Ktoś musiał przeprowadzić reformy, które później nazwane zostały reformą Balcerowicza . Na początku października wicepremier Balcerowicz przedstawił założenia reformy gospodarczej i stwierdził, że „nieuniknione będą bankructwa i bezrobocie, na najbliższy rok nie możemy składać żadnych łatwych obietnic. Tylko taki program daje szansę na wsparcie gospodarcze Zachodu” . Sejm 28 grudnia 1989 przyjął po trwającej zaledwie 11 dni pracy dziesięć ustaw gospodarczych, które w miejsce realnego socjalizmu wprowadzały podwaliny gospodarki o charakterze liberalnym. Rząd Mazowieckiego stanowił w dużej mierze rząd zaniechań. Ich symbolem była ogłoszona już w expose premiera „gruba kreska” (ściśle: "gruba linia"), wykorzystana potem propagandowo przez wszystkich przeciwników rozliczenia się z przeszłością komunistyczną. Mazowiecki rządził tak, jakby był zakładnikiem z jednej strony partii komunistycznej, reprezentowanej przez jej członków, wchodzących w skład ekipy rządowej, z drugiej zaś Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Szybko też pojawiły się pierwsze rysy i swary w środowisku nowej władzy . Dalsza historia Solidarności relacjonuje głównie zdarzenia polityczne. W 1990 roku Lech Wałęsa po dramatycznej kampanii wyborczej (do drugiej tury obok Wałęsy nie wszedł T. Mazowiecki, lecz "człowiek znikąd" S. Tymiński) zostaje wybrany na prezydenta RP (22 XII zrezygnował z funkcji przewodniczącego Związku). W kilka miesięcy później - 23-24 lutego 1991 - odbył się III Krajowy Zjazd Delegatów Solidarności, na którym przewodniczącym wybrano Mariana Krzaklewskiego . Po kilku rządach, które firmowała Solidarność (Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, nastał schyłkowy okres politycznej funkcji Związku. Solidarność odznaczyła się w tym okresie takimi gorszącymi opinię publiczną zdarzeniami jak „wojna na górze” (początek w maju 1990) i awantura o zamach stanu na tle lustracji, zainicjowanej uchwałą Sejmu Macierewicza (ujawnienie „teczek” przez ministra Macierewicza, czerwiec 1992).awantura o lustrację, zainicjowana przez Macierewicza (ujawnienie „teczek”, czerwiec 1992). W wyborach 19 września 1993 tylko 4,9 proc. wyborców oddało głos na kandydatów z listy Solidarności, a w Senacie znalazło się 9 jej przedstawicieli. Solidarność raz jeszcze włączyła się skutecznie do gry politycznej. W koalicji z Unią Wolności powołała nawet po wyborach roku 1997 rząd z premierem Jerzym Buzkiem. Jednak dziś rząd ten wspominany jest raczej z chwiejności premiera, sterowanego „zza kulis” przez Mariana Krzaklewskiego, z manipulacyjnych działań „spółdzielni” Janusza Tomaszewskiego oraz z wypowiedzi jednego z polityków, że „najsilniejszą frakcją w AWS jest TKM” - niż z wprowadzonej ustawy lustracyjnej (1997-1998), ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej (1998), czy pakietem ustaw inicjujących tak zwane cztery reformy (administracja, samorząd, oświata, służba zdrowia). Na początku XXI wieku można powiedzieć, że „Solidarność z upływem czasu straciła swój charakter i zurzędniczała. Liderzy związku to już nie charyzmatyczni przywódcy, lecz urzędnicy na etatach – Solidarność obrosła biurokracją” . Rzesza dziesięciu milionów członków z 1981 roku (ściśle Związek liczył 9 190 000 członków) stopniała w 1993 do 1,7 miliona, w 2003 zaś – do 850 tysięcy. Kryzys Solidarności pociągnął za sobą również załamanie się cnoty solidarności. Dziś obserwujemy nierzadko swoistą solidarność w złu, przejawiającą się wyraźnie w takich zjawiskach jak korupcja, bałwochwalstwo władzy, egoizm grupowy, upadek pomocy społecznej, antyrodzinną politykę rządów czy obojętność wobec bezrobotnych.
KONTEKSTY SPOŁECZNO-IDEOLOGICZNE SOLIDARNOŚCI Solidarność nie zaistniała w próżni, jej trwanie i rozwój dokonywały się w konkretnej przestrzeni społecznej i politycznej oraz pod naciskiem sił, dominujących wówczas w tej przestrzeni. Można mówić o kilku wektorach, których wpływ zaznaczył się przy powstaniu Solidarności i odgrywał ważną rolę w jej ewolucji. Ważny był wówczas kontekst międzynarodowy, niezwykle przełomowy dla przyszłych społeczno-politycznych dziejów świata. Wymienia się takie jego elementy, jak osłabiona kondycja Związku Sowieckiego (zwłaszcza po agresji na Afganistan w grudniu 1979) czy przychylne nastawienie rządu Ronalda Reagana do Polski. Jednak niektórzy komentatorzy wskazują przede wszystkim na rolę przygotowywanego przez Kreml procesu przekazania opozycji w krajach komunistycznych części władzy, ogólnie zaś - wprowadzenia „odgórnie” do tych krajów pluralizmu i demokracji. Przygotowanie w Moskwie do oddania części władzy zajmowało elity partyjne od dawna – dawno już bowiem stało się jasne, że system monowładzy jest zasadniczo niewydolny. Zlecano fachowe ekspertyzy i prowadzono obszerne symulacje, korzystając z doświadczeń krajów satelickich, w tym Polski. Ekspertyzy zlecone przez Kreml w 1986 roku mówiły wyraźnie: celem jest „zmienić stereotyp socjalizmu, pokazując, że jest reformowalny. […] Zakładano, że jak długo partie komunistyczne będą stały na czele reform, tak długo zachowają udział we władzy, tworząc nowe źródła jej legitymizacji. Odwoływano się do przykładu popularności frakcji Dubczeka w okresie Praskiej Wiosny” . „Wielowątkowa «rewolucja wojskowa» w świecie komunistycznym stała się jednym z dwóch (obok «kapitalizmu nomenklaturowego») mechanizmów, które «uruchomiły» system, podzieliły jego elity i doprowadziły do «rewolucji odgórnej» - choć w założeniu miały wzmocnić konstrukcję komunizmu” . Lęk przed utratą wszystkiego (tutaj groteskowo zjednoczony z antymilitaryzmem, który mógł nawet uchodzić za pacyfizm!) pociągnął za sobą mechanizm przekształcania politycznego statusu aparatu komunistycznego w status ekonomiczny, a ten zdekonstruował komunizm – choć tylko w sensie ideologiczno-politycznym. W elitach komunistycznych całego obozu zaczęła pojawiać się potrzeba zmian, którą można wyrazić za starym porzekadłem: „należy dużo zmienić, aby wszystko pozostało tak samo”. Tendencja działań reformatorskich powszechna wówczas polegała na rezygnacji z władzy ideologicznej i politycznej przy zachowaniu władzy ekonomicznej. Świadomość bliskiego końca komunizmu „zdynamizowało przekształcanie politycznego statusu aparatu komunistycznego w status ekonomiczny (spontaniczna prywatyzacja, kapitalizm polityczny, uwłaszczanie się nomenklatury). Strefa gospodarki stała się pierwszorzędna i decydująca. Sprawy gospodarcze są w analizach fenomenu tzw. upadku komunizmu zazwyczaj bagatelizowane; raczej skupiamy się na kwestiach politycznych. Natomiast są one poniekąd kluczem do przemian w obozie. W 1986 roku, „do bratnich stolic z sowieckiego biura politycznego dociera jasny sygnał, który brzmi następująco: «nie możemy was dłużej trzymać na swoim karku – radźcie sobie sami, będziemy was wspierać, ale nie tak jak dawniej»". Ma to oczywiście związek z pierestrojką Michaiła Gorbaczowa . W krajach bloku rozpoczęto gwałtownie szukać sposobów ratunku dla tonących gospodarek Także w PRL. Skierowano się oczywiście w kierunku Zachodu. Istnieją „pewne, nieliczne dokumenty w Archiwum Akt Nowych, które wskazują, że nawet w okresie Okrągłego Stołu były prowadzone rozmowy z MFW. Bardzo delikatnie wspomina o nich Ireneusz Sekuła. Warunki stawiane przez MFW były nie do zrealizowania przez PZPR dlatego, że to groziło nowymi strajkami. Ktoś musiał przeprowadzić te reformy, które później są znane jako reforma Balcerowicza” . Oto jeden z istotnych kluczy do przyzwolenia na Solidarność. W Polsce zasadzie „zmienić, by zachować” towarzyszyła zasada: „dać wolność, ale związać”. Chodziło o takie podzielenie się władzą, aby strona, której dano możliwość współdecydowania politycznego, okazała się godna zaufania. Motyw ten był widoczny już w Sierpniu. „Głównym wątkiem rokowań w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku, dotyczących utworzenia niezależnych związków zawodowych, stała się treść preambuły, w której strona robotnicza «uznawała» kierowniczą rolę partii komunistycznej PZPR. Elita komunistyczna w Polsce traktowała ten moment «uznania» jako potwierdzenie swej pozycji ośrodka kontrolującego. Była to jednocześnie metoda obezwładnienia przeciwnika, uwikłanego w «politykę statusów». Taki manewr zastosowano raz jeszcze – w czasie Okrągłego Stołu. Przyjęcie formuły «legalnej rewolucji» uprawomocniło PRL i stało się intelektualną, moralną i polityczną pułapką dla strony solidarnościowej, która tę formułę zaakceptowała. Zalegalizowała bowiem to, czego legalność – przez lata walki – opozycja kwestionowała. «Gruba kreska» i ekspansja nomenklaturowego kapitalizmu były nieuchronnymi skutkami takiej postawy” . Innym ważnym kontekstem Solidarności był Kościół. Ruch Solidarności w pewnym sensie wyrósł z Kościoła. Choć to trudne do pojęcia dzisiejszemu rozumowi praktycznemu, zredukowanemu do politycznego utylitaryzmu, jej korzenie tkwią już w konsekwentym zaangażowaniu prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego w „sprawę socjalną”. Duszpasterstwo robotników, które zainicjował i popierał Prymas, obchody Millenium Polski, peregrynacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, która skonsolidowała społeczeństwo – to najistotniejsze elementy, stojące u podstaw budzenia się jedności społecznej, w przyszłości mającej wybuchnąć protestem przeciw niesprawiedliwemu ustrojowi. Wielu księży i uczonych z kręgów katolickich wspomagało ideowo ruch, domagający się sprawiedliwości społecznej, tekstami oraz wystąpieniami publicznymi. Wymienić tutaj można choćby tak znaczące zarówno intelektualnie jak i praktycznie postaci jak ks. Franciszek Blachnicki z jego polską wersją teologii wyzwolenia, Romuald Kukołowicz czy Adam Stanowski . Nieocenioną (i do dziś niedocenioną) rolę odegrała Komisja Charytatywna Episkopatu Polski pod przewodnictwem biskupa Czesława Domina – najpierw w dziele dystrybucji wśród ludzi najuboższych darów płynących z Zachodu, w czasie stanu wojennego zaś pomocy internowanym, ich rodzinom, a także przy znaczącym wspomaganiu Służby Zdrowia. Komitet Prymasowski, w którym działała duża część elity kulturalnej Warszawy, niósł w stanie wojennym i później wielką pomoc osobom internowanym i ich rodzinom, ludziom represjonowanym i ubogim. Ta wieloraka i wielostronna działalność Kościoła stanowiła ważną podporę ruchu Solidarności, a w wielu momentach historycznych okazywała się wręcz decydująca dla jego trwania . W trakcie i po Sierpniu obecność Kościoła uwidaczniała się w Mszach św., nieodłącznie towarzyszących strajkom a także w bogatej warstwie symbolicznej, widocznej dziś na filmach, fotografiach i innych dokumentach wizualnych z tamtych czasów. W czasie walki Solidarności o swój byt i tożsamość wielu księży żarliwie, niekiedy heroicznie, włączyło się w ruch społecznej działalności; wielu poniosło w tej walce największe koszty: 19 października 1984 został uprowadzony i zamordowany ks. Jerzy Popiełuszko, a w 1989 roku: 21 stycznia - na plebanii kościoła św. Karola Boromeusza w Warszawie - zamordowano ks. Stefana Niedzielaka, 30 stycznia - w Białymstoku zamordowano księdza Stanisława Suchowolca, duszpasterza miejscowej Solidarności, 11 lipca - w Krynicy Morskiej - zamordowano ks. Sylwestra Zycha. Sprawy te do dzisiaj nie zostały do końca wyjaśnione. Życie straciło wówczas wielu ludzi. Symbolem tych, którym stan wojenny odebrał życie, choć nie nastąpiło to w wyniku gwałtownego zadania śmierci, był Stanisław Kowalski, doktor, inżynier Politechniki Gdańskiej, działacz „Solidarności”, kilkukrotnie więziony w okresie PRL, niestrudzony, aktywny organizator życia politycznego i społecznego opozycji na Wybrzeżu i w kraju. W latach 80-tych żarliwy organizator modlitw za osoby więzione i Ojczyznę. W wyniku represji, szykanowania i przejść, jego nadwerężone więzieniem zdrowie nie wytrzymało – zmarł w 1987 roku. Trzeba niestety stwierdzić, że spora część działaczy Solidarności o proweniencji lewicowej (większość KOR-u, ale także krąg Andrzeja Gwiazdy) nie doceniła etosu chrześcijańskiego robotników i społeczeństwa polskiego w trakcie zrywu 1980 roku. Przyczyniło się to częściowo do wyalienowania przywódców Solidarności ze społeczeństwa, i z pewnością – do klęski ruchu. Wielką rolę w stymulacji samoświadomości społecznej Polaków odegrała pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny w 1979 roku. Była ona swoistym detonatorem poczucia „my” robotników polskich. Jednak wpływ Papieża na rozwój wypadków związanych z losami Solidarności nie polegał tylko na ideowym i duchowym wzmacnianiu społeczeństwa i dostarczania inspiracji do odzyskania etosu polskiego. Istnieją pewne dane, aby wnosić o bardziej konkretnym oddziaływaniu Jana Pawła II. Szczególnie wiele do myślenia dają relacje o zabiegach u Papieża generała Jaruzelskiego. Generał zabiegał usilnie, aby przed III pielgrzymką Ojca Świętego do Polski uzyskać audiencję u Papieża. Doszło do tego w Watykanie w styczniu 1987 roku. „O przeprowadzonej wówczas rozmowie wiemy nieco ze sprawozdania, które się znalazło w aktach partyjnych. Jaruzelski dał do zrozumienia Papieżowi, że pole manewru się zwiększyło, że jesteśmy gospodarzami we własnym domu, a doktryna Breżniewa i to wszystko, co się z nią wiązało, odchodzi w cień. To był bardzo istotny sygnał dla strony kościelnej” . O roli Papieża w akcji wskrzeszenia Solidarności świadczą m.in. reakcje wysokich urzędników partyjnych już na 2 lata przed przełomem 1989 roku. W czerwcu 1987 „bezpośrednio po samej pielgrzymce Kazimierz Barcikowski, bardzo zdenerwowany, na posiedzeniu komisji wspólnej mówił, że miało nie być o Solidarności, a było. Oni są bardzo przejęci, że Papież nie dał się ująć w karby” . Nawet te drobne znaki – zwłaszcza wzięte w aspekcie późniejszych wydarzeń – pozwalają wnosić o aktywnym udziale dyplomacji Stolicy Apostolskiej oraz samego Papieża w przemianach w Polsce. Sytuacja – społeczna, moralna, a także polityczna - Kościoła w Polsce różniła się od sytuacji kościołów w innych krajach komunistycznych . „Przez prawie dwa lata (1986-1988) trwały próby nakłonienia Episkopatu do wystąpienia w roli głównego partnera przy – jeszcze tak nie nazwanym – okrągłym stole. Przy czym nie chodziło o samych biskupów, lecz o tych, których ci biskupi by wydelegowali, konstruując jakieś stowarzyszenie, chadecki związek zawodowy czy chadecką partię” . Episkopat jednak nie podjął propozycji sformułowania delegacji politycznej, mającej przejąć część władzy – i odpowiedzialności – w PRL. Jednak Kościół angażował się w rozmowy z partią niemal od początku stanu wojennego – zawsze stojąc po stronie Solidarności. Już w 1985 roku abp Dąbrowski próbował wynegocjować u gen. Kiszczaka zwolnienie Michnika i Kuronia z więzienia. Hierarchowie starali się o szybsze terminy zwolnień opozycjonistów, o lepsze warunki internowania, wielu działaczy zostało przez nich wybronionych od przymusu emigracji. Wreszcie Episkopat wydelegował swoich reprezentantów jako obserwatorów przy Okrągłym Stole (biskup Gocłowski jest widoczny nawet na filmach z przyjęć w Magdalence). Biskupi nie mogli też nie wiedzieć o roli proboszczów w wyborach czerwcowych 1989 roku. Do wyborów Solidarność przystępowała z buńczucznym entuzjazmem, lecz bez pewności zwycięstwa. (W aspekcie frekwencji wyborczej faktycznie były powody do obaw).„Z poważnych badań CBOS czy OBOP wynikało, że rzeczywiście do ostatniej chwili była bardzo duża grupa niezdecydowanych” . Kalkulacja komunistów opierała się na tym, że w mniejszych miejscowościach, gdzie nie istniał Związek lub Solidarność miała niewielki wpływ, na przykład w województwach rolniczych, tam powinni wygrać. Warto zauważyć, że władze zrobiły bardzo dużo, żeby zneutralizować Kościół . W maju l989 r. sejm uchwalił ustawę o stosunku państwa do Kościoła rzymskokatolickiego, zgodnie z którą Kościół otrzymał po czterdzieści latach osobowość prawną, a ponadto dodatkowe przywileje podatkowe, celne (m.in. zwolnienie z cła artykułów na potrzeby sprawowania kultu) oraz pozwolenie na własne stacje radiowe i telewizyjne. Była też obietnica porozumienia z Watykanem, przyjęcia nuncjusza i zapowiedź konkordatu. Cały pakiet żądań Kościoła w tym czasie został zaspokojony w tym celu, żeby duchowieństwo zachowało neutralność. To się jednak władzom nie udało. Kościół lokalny, księża na prowincji odegrali dużą rolę w nakłonieniu grup niezdecydowanych, by poparły jednak „Solidarność"; był to, jak się okazało, charakter przysłowiowego języczka u wagi. Z archiwów IPN widać, że w okresie wyborów większość raportów SB „zawierała lamenty, że księża się za bardzo angażują. I prośbę - zróbcie coś z tym w tej Warszawie” . Bardzo niejednoznacznie jawi się w tym okresie kontekst partii (PZPR). W latach 1986-1988 jest ona wewnętrznie sukcesywnie dezintegrowana. Odczuwa się zwłaszcza frustrację szeregowych członków. Wyraźne oznaki przeorientowania się kadry urzędniczej (nomenklatury) z płaszczyzny polityczno-ideologicznej na ekonomiczną pogłębia niezadowolenie i niewiarę w przyszłość. Partii oczywiście zależało na tym, aby nie dopuścić Solidarności do udziału we władzy, intuicyjnie wyczuwała, że symbol (mit) Związku będzie elementem decydującym w rozgrywce o władzę. Dopiero w 1988, gdy zbiegło się szereg czynników „prosolidarnościowych” (pat w rozmowach z MFW i BŚ, nacisk Kościoła i Papieża, fale strajkowe, upieranie się opozycji co do formuły Solidarności itd.), komuniści zdecydowali się na rozmowy. O poziomie samoświadomości politycznej partii może świadczyć np. zaślepienie, jakim wykazała się większość kadry przed wyborami czerwcowymi. „Skala błędów popełnionych wewnątrz, na własnym podwórku, jest zaskakująca” – ocenia Antoni Dudek . W partii panował raczej optymizm co do wyników wyborów; w rezultacie jak wiadomo strona koalicyjno-rządowa uzyskała mniej mandatów, niż zagwarantowała sobie w umowie z opozycją . Na kontekst opozycji składały się zasadniczo dwa nurty stojące u podstaw Solidarności. W Sierpniu stopiły się one w entuzjastyczną i przekonującą jedność protestu wraz z robotnikami, jednak jakiś czas potem różnice stały się wyraźniejsze. Mówimy o nurcie „niepodległościowym” oraz „reformatorskim”. Nurty te wykrystalizowały się na długo przed 1980 rokiem. Pierwszy z nich nie żywił złudzeń co do wartości rządów komunistycznych i nie widział szans na efektywne porozumienie się z władzami PRL; drugi – w większości stanowiły go osoby związane w jakiś sposób (aktualnie lub w przeszłości) z partią komunistyczną – chciał porozumieć się z władzą w celu jej demokratyzacji. W 1976 roku powstał Komitet Obrony Robotników, w którym owa „dwunurtowość” była jeszcze wymieszana, a nawet większość członków stanowili zwolennicy nurtu „niepodległościowego” . (Andrzej Gwiazda na przykład formalnie wszedł do opozycji demokratycznej, pisząc w 1977 roku list do Sejmu PRL w obronie represjonowanego KOR-u.) Integralność i wspólnotowość opozycji rychło jednak zaczęła się polaryzować. W 1981 roku uwyraźniły się tendencje do zdominowania politycznego Solidarności bez oglądania się na zasady demokratyczne. W środowisku dążącym do porozumienia z partią znajdowali się ludzie, przeważnie mający w swoim życiorysie jakiś incydent afirmacji komunizmu. Znali klimat, język i pragmatykę PZPR. Przeważnie nie zgadzali się z silnie spetryfikowanymi relacjami w partii, liczyli na pozytywne zmiany, jednak byli wrażliwi na uwarunkowania zewnętrzne. Zofia Romaszewska wskazuje na pozytywną rolę Michnika w zdynamizowaniu tego nurtu . Osoby z tego kręgu znali się nawzajem, mówili sobie po imieniu, nazywali się nawet żartobliwie „towarzystwem”. „Chronologicznie można by to uporządkować następująco: najwcześniej, kiedyś wspólna przeszłość partyjna, pewnie przez długi czas wspólny krąg towarzyski […], później praca na tej samej uczelni, w tym samym środowisku” . Wspólna przeszłość organizacyjna lub ideowa pozwalała na nieformalne kontakty opozycji z partią. Zachowało się wiele notatek lub listów z odniesieniami do spotkań A. Wielowieyskiego z S. Cioskiem, A. Wielowieyskiego z Jaruzelskim, Cioska z Andrzejem Stelmachowskim, J. Strzeleckiego z Barcikowskim itd. „Dwaj główni negocjatorzy przy okrągłym stole – Bronisław Geremek i Janusz Reykowski – to byli koledzy ze szkoły, którzy od początku rozmów mówili sobie na ty” . U prof. Reykowskiego w domu powstawał swoisty metajęzyk negocjacji przy okrągłym stole. Z biegiem czasu ten nurt opozycji zaczął dominować w podziemnej Solidarności, tu również został określony klucz reprezentacji Związku na zewnątrz, dopuszczalności do jego struktur i ciał kierowniczych itp. . Wraz z ewolucją ideową i strukturalną, grupa dominująca w Solidarności przechodziła także zmianę swej relacji do społeczeństwa. Można by ją nazwać procesem alienacji w stosunku do przeważającej świadomości społecznej. Ścisłe kierownictwo, intensywnie zaangażowane w wypracowywanie profilu politycznego i organizacyjnego Związku w warunkach dalekich od normalności, właściwie nieustannie związane z syndromem odizolowania, walki i zagrożenia, tworzyło powoli odrębny, w pewien sposób wypreparowany etos przeżywania, życia i działania, który miał coraz mniej wspólnego zarówno z tradycją i kulturą szerokich warstw społecznych jak i z przeżywaniem przez nie podstawowych wartości i potrzeb zbiorowych. Ryszard Bugaj, należący do szerszego kręgu tego nurtu opozycji, konstatuje: „W części naszej strony była ta obawa przed prawicą, która jest ciemna, która weźmie za gardła, która jest nieeuropejska etc. Ta obawa była i ona do dzisiaj odgrywa zupełnie ogromną rolę. Momentami to idzie bardzo daleko. Momentami to oznacza właściwie strach przed własnym społeczeństwem” .
ZDRADA DEMOKRACJI „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Jan Paweł II w parlamencie RP 11 czerwca 1999 r. ). W ciągu niedługiej historii Solidarności dokonało się sukcesywne przesterowanie dynamizmu Związku i całego ruchu Solidarności z torów wierności demokracji, dialogu z masami i jak najdalej idącej jawności procedur i wyborów - na tory decyzji indywidualnych, autorytarnych ciał lub jednostek (model „wodzowski”), uzgadniania tych decyzji w łonie wąskiej grupy ekspertów i osób pełniących funkcje kierownicze, wreszcie zamkniętości przed opinią publiczną mechanizmów i procedur, prowadzących do tych decyzji, a także założeń (ideowych, politycznych i gospodarczych) stojących u ich podstaw. Dominującym wyróżnikiem środowiska, które przejęło odpowiedzialność za Solidarność, stawał się coraz wyraźniej motyw władzy. Dziś powiedzielibyśmy o tym środowisku: grupa pragnąca trzymać władzę. Wielu ludzi, może większość działaczy i członków pierwszej Solidarności, poczytuje jej to do dziś za zdradę. Istnieje pytanie o zasadę tego przesterowania. Solidarność była – zwłaszcza na początku – żywiołem, dziejącym się w żywej i w większości nieprzewidywalnej, bo bezprecedensowej, historii. Decyzje, wpływające na ewolucję etosu Związku, podejmowane były „na gorąco”, często spontanicznie i w starciu różnych poglądów. Czy zmiana wektorów rozwoju Solidarności wynikała tylko z lepszej organizacji i silniejszej jedności tych jej członków, którzy dążyli do bardziej jednoznacznej polityzacji Związku, czy nastała w wyniku sprawnej manipulacji, czy też stało za tym pre-ustalenie, układ polityczny, dostarczający pomocy (materialnej, medialnej i logistycznej) nurtowi zwycięskiemu w ostatecznym efekcie? Trudno byłoby dziś precyzyjnie odpowiedzieć na te pytania. Zjawisko owego przesterowania Solidarności miało miejsce w ciągu dekady lat osiemdziesiątych, a nawet można dość precyzyjnie określić okres, w którym nastąpił zwrot: odejście od idei tzw. pierwszej Solidarności. Cały proces odbywał się jednak sukcesywnie, zmiany realizowały się w sposób ewolucyjny. Nie było rewolucji, nie nastąpił żaden „przewrót pałacowy”. Odchodzenie od pierwotnego stylu Solidarności odbywało się powoli, wraz z uzyskiwaniem dominującej pozycji przez niektóre osoby i koncepcje. Zwłaszcza dotyczyło to Lecha Wałęsy i grupy jego zwolenników (może raczej należałoby powiedzieć: grupy otaczającej go). Szczególną rolę w tej ewolucji odegrało środowisko korowskie (Kuroń, Michnik, Geremek), którego lewicowe korzenie sprzyjały porozumieniu z władzami komunistycznymi. Choć początkowo lewicowość ta sprzyjała radykalnemu pojmowaniu pryncypiów demokratycznych (Kuroń i Gwiazda głosili podobne poglądy), w późniejszym okresie – na pewno już około 1988 roku – ograniczyła się w zasadzie do płaszczyzny pragmatycznej ; sprzyjało temu podobieństwo aparatury pojęciowej, języka, obyczaju, stylu życia, a nawet poczucia humoru (widać to wyraźnie na filmach zarejestrowanych podczas posiedzeń w Magdalence). Znaczącą rolę w tej ewolucji odegrał stan wojenny wprowadzony 13 grudnia 1981 roku przez rząd komunistyczny z generałem W. Jaruzelskim na czele. Przez co najmniej kilka lat w sytuacji ciężkiej opresji (rozbijanie punktów oporu, aresztowania, procesy, uniemożliwienie kontaktowania się z opinią publiczną, dezintegracja większych struktur) Solidarność została zepchnięta do podziemia. Trudno było w tych warunkach realizować etos demokracji i jawności. Sprzyjało to poniekąd tym zwolennikom organizacji ruchu i Związku, którzy dążyli do aktualizacji modelu jednolitego ideologicznie i „partyjnego” strukturalnie. Istnieją opinie, utrzymujące, iż ów zwrot strukturalny i ideowy został założony przez część członków kierownictwa Solidarności. Ta radykalna teza, w istocie tożsama z oskarżeniem o zdradę w silnym tego słowa znaczeniu, nie ma jak się wydaje dostatecznego uzasadnienia, jej podstawą jest raczej resentyment niż realistyczne myślenie . Silniej uzasadniony wydaje się pogląd o założeniu oraz politycznym a nawet logistycznym przygotowaniu i stymulowaniu tej ewolucji przez kierownictwo partii komunistycznych w Europie Środkowej i Wschodniej, w szczególności przez Kreml. Owo przygotowanie dotyczyło zarówno Polski jak i innych krajów satelickich Moskwy, jednak centrum oddziaływania związane było z transformacją polityczną w Związku Republik Sowieckich. Podmioty „odgórnych rewolucji” były zróżnicowane ze względu na specyfikę polityczną kraju i bieg rozwoju zdarzeń. „W Polsce i w Rumunii «odgórnej rewolucji» przewodził segment militarno-biurokratyczny, w naszym kraju szczególnie rozbudowany ze względu na stan wojenny i wieloletnie rządy generała Jaruzelskiego”, zaangażowane więc były służby Informacji Wojskowej i SB . Solidarność była ruchem otwartym, bez trudności więc została „naszpikowana” agentami służb specjalnych. Sam gen. Kiszczak przechwalał się w 1991 roku, że „wpompował” w Związek dywizję swoich ludzi . Bardziej świadomi działacze zdawali sobie sprawę, że w 1981 roku w Związku było wielu agentów SB. Jednak w klimacie demokracji, jawności i otwartości, i wobec mechanizmów demokratycznych niewiele mogli zepsuć. Jak mówi A. Gwiazda – „oni nic nie mogli. SB jest efektywna wtedy, gdy społeczeństwo nie stoi za strukturą” . Sytuacja zmieniła się wraz z wprowadzeniem stanu wojennego, kiedy demokratyczny uzus musiał zostać zastąpiony konspiracją, skrytością informacji zaufaniem do pojedynczych osób. Źródeł przeprowadzonego w tych latach przesterowania etosu Solidarności nie da się chyba wyjaśnić bez zbadania roli komunistycznych służb specjalnych w tworzeniu lub kierowaniu niezależnymi strukturami społecznymi. W Związku zaczęła rozprzestrzeniać się „psychoza” agenturalności, skrzywdzono fałszywymi posądzeniami wielu działaczy. Jednak problem był realny, istniało wówczas i istnieje dziś wiele danych na temat s. 26-27 prowokacji przez SB konkretnych akcji podziemia solidarnościowego, kontrolowania ruchu wydawniczego i kolportażu, a nawet infiltracji agentów w głębokie struktury Związku. Szereg pytań w tym kontekście stawianych jest do dziś pod adresem wielu pierwszorzędnych wówczas działaczy z Lechem Wałęsą włącznie. Tym bardziej dziwi fakt bagatelizowania w tamtych czasach przez grupę stanowiącą centrum Solidarności sygnałów o konkretnych zagrożeniach, przy jednoczesnym deprecjonowaniu społecznie i politycznie jej krytyków, oponentów, potencjalnych lub aktualnych przeciwników w obrębie Związku. Stanowczo tępiono wszelkie podejrzenia o agenturalność niektórych osób z władz podziemia. Słynne było powiedzenie A. Michnika: „Kto mówi o agentach, jest agentem” . O intensywnym zaangażowaniu służb specjalnych w kierunek rozwoju Solidarności jednak może choćby świadczyć swoisty udział SB w sukces Komitetów Obywatelskich w wborach 1989 roku. Mianowicie z dokumentów IPN wynika, że przed wyborami czerwcowymi wydano „mniej więcej takie instrukcje: tam, gdzie nie ma innej liczącej się siły opozycyjnej, nie ma zarejestrowanych kandydatów innych niż z Komitetu Obywatelskiego, tam należy walczyć z Komitetem Obywatelskim, ale tam, gdzie są siły opozycji radykalnej, na przykład KPN, która się zdecydowała kandydować, tam trzeba walczyć głównie z KPN. Przede wszystkim nie wolno do parlamentu dopuścić radykałów . Zrekonstruowany obraz praktyki rozwoju Solidarności pod kierownictwem Wałęsy ujawnia dziś wiele elementów sprzecznych z etosem demokracji. W 1981 roku Zarząd Regionu Gdańskiego Solidarności, będący faktycznie krajowym centrum Solidarności, stanowił dużą siłę demokratyczną, ważną rolę odgrywała w nim debata, spór i uzgadnianie stanowisk. „Byliśmy w Zarządzie Regionu, który miał władzę ustawodawczą, władzę wykonawczą miało prezydium, w całości dobrane przez Wałęsę. Byliśmy w stanie, przy różnych zabiegach, przeprowadzić uchwały zgodne z oczekiwaniami załóg, ale nie byliśmy w stanie wyegzekwować na prezydium ich wykonania” . Dziś relacje i dokumenty przekazują dość przygnębiające szczegóły codzienności demokracji związkowej: „koleżeńskie” podejmowanie decyzji istotnych dla losów Związku , manipulowanie głosowaniami, niedopuszczanie do publikacji uchwał, cenzurowanie biuletynów itp. W dużej mierze kontrola centrali dotyczyła także kontaktów z mediami. Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa (nadawała z Monachium), stanowiąca zasadniczy łącznik informacyjny Solidarności z Zachodem, przekazywało tylko te treści, które firmował „Tygodnik Mazowsze” lub gwarantował Bronisław Geremek. Ten ostatni był rodzajem ambasadora opozycji w wolnym świecie. W ten sposób media Zachodu formowały wizerunek Solidarności, w szczególności zaś przewodniczącego. Przykładem manipulacyjnego charakteru polityki informacyjnej Związku, zwłaszcza w okresie stanu wojennego i w okresie po jego zniesieniu jest przemilczenie w „Tygodniku Mazowsze” sprawy Ewy Kubasiewicz i jej drakońskiego wyroku, jaki otrzymała w okresie stanu wojennego; nie nagłośniono tego procesu, ponieważ należała do kręgu A. Gwiazdy . Szczególnie kontrolowany przez ścisłe władze Solidarności był dopływ pieniędzy z Zachodu. W wąskim kręgu dokonywana była dystrybucja tych środków. Podobnie zasadzie reglamentacji według zasady lojalności podlegały urządzenia poligraficzne i inne maszyny potrzebne w podziemiu. Precedensowym wyjątkiem stała się, dysponująca własnymi funduszami, Komisja Interwencji i Praworządności Solidarności założona za zgodą Wałęsy w 1984 roku przez Zbigniewa Romaszewskiego (znalazł źródła finansowania w Stanach Zjednoczonych). Po niedługim czasie wywołało to niezadowolenie „towarzystwa” ze ścisłego otoczenia Wałęsy i coraz częstsze próby likwidacji Komisji. Wreszcie w 1990 za sprawą interwencji tego środowiska uciął się strumień dotacji, które płynęły z Ameryki. Stan wojenny był ciosem w demokrację Związku. Struktury zostały zdziesiątkowane, ludzie rozproszeni, uniemożliwiono wykonywanie funkcji i procedur związkowych. Jednak po pewnym czasie działacze zaczęli się odnajdywać, zbierać i szukać dla siebie miejsca w strukturach. Niestety i tutaj zadziałała reguła selekcji, ułatwionej przez atmosferę zagrożenia, potrzebę konspiracji i zasadę „usprawiedliwionej nieufności”. W ten sposób nie znalazło drogi do Solidarności w podziemiu wielu „starych” działaczy pierwszej Solidarności, a także rozpadło się wiele regionalnych grup. Odchodzenie od etosu demokracji stawało się coraz bardziej wyraźne, kiedy zelżało zagrożenie służb policyjnych, a partia zaczęła przejawiać chęć do rozmów. Cały czas jednak istniała grupa działaczy pierwszej Solidarności z Andrzejem Gwiazdą na czele, domagająca się zachowania ciągłości Związku. Formalnie bowiem reprezentatywnym organem całej Solidarności była Komisja Krajowa z 1981 roku i to ona winna zwołać Zjazd, który mógłby zmienić statut Solidarności. Powołując się na Statut, w 1986 roku, w trakcie pielgrzymki na Jasną Górę 26 członków starej Komisji Krajowej wezwało przewodniczącego Wałęsę do zwołania zjazdu KK. Ten nie podjął wezwania . Demokracja w sensie walki o władzę stała się w tym czasie grą ograniczoną tylko do dwóch podzakresów: władzy PRL oraz tej części opozycji, która w okresie zapoczątkowanym przez wprowadzenie stanu wojennego przejęła odpowiedzialność za całą Solidarność. W pewnym sensie diagnostycznym dla naszego tematu wydarzeniem stało się zapoczątkowanie latem 1988 porozumienia, nazwanego potem Okrągłym Stołem. Jan Ruman w dyskusji opublikowanej w „Biuletynie IPN” mówi: Są takie interpretacje, że elity władzy i opozycji dogadały się, bo obawiały się radykalnego, niesterowalnego ruchu społecznego sprzeciwu; rewolty, która zmiotłaby jednych i drugich” . Jedna fala strajkowa goniła drugą, jeszcze silniejszą. Wszystko wskazuje na to, że podstawowym motywem „koncyliacyjnego pośpiechu”, jaki cechował obie układające się strony, było pragnienie utrzymania określonego politycznego status quo. Zasada „szybkiego pragmatyzmu” osiągnęła swoje nieco groteskowe apogeum stosowania w kontekście wyborów w czerwcu 1989 r. Nie przejmowano się regułami demokracji nawet wtedy, gdy już nic nie stało na przeszkodzie, aby je stosować w odniesieniu do szerokiego spectrum członków Solidarności, w tym pierwszej Solidarności. Komitet Obywatelski, mający być reprezentacją Solidarności w tych wyborach, był de facto „drużyną Lecha”. Na wstępie istniały jednak dwie propozycje wyznaczenia kandydatów Solidarności. Ta, która zwyciężyła przeważającą liczbą głosów na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego, była opcją typowania „odgórnego” (w praktyce decydował o poszczególnych kandydatach B. Geremek ); tak powstała lista Solidarności . Każdy z kandydatów miał swój plakat, na którym widniało jego zdjęcie z Lechem Wałęsą. „Wycinano choćby kandydatów zgłaszanych przez teren, działacze z regionów musieli interweniować – nie zawsze skutecznie – wprost u Wałęsy” . Aleksander Hall powiedział wprost, że „miał wrażenie, jakby w Komitecie Obywatelskim powstało jakieś biuro polityczne, które mówiło «ten – tak», a «ten – nie». Tak postępowało wtedy środowisko postkorowskie. Dzięki poparciu, jakiego mu udzielił Wałęsa, ono miało dominującą rolę” . „Mieliśmy tu do czynienia z pewnym dyktatem, ale trzeba też powiedzieć jasno, że ten dyktat okazał się wyjątkowo skuteczny” .
Skutkiem takiego modusu politycznego dokonuje się petryfikacja starego systemu w wielu sektorach życia społecznego. „Instytucjonalna tożsamość komunizmu wróciła już po przekroczeniu granicy (i tej symbolicznej „okrągłostołowej”, i tej faktycznej, związanej z pojawieniem się nowego mechanizmu self-referentiality). Budując „państwo prawa”, przyjęto, że ustawy, które nie zostały zmienione w sposób praworządny, nadal obowiązują. Jednym z efektów tej ewolucyjnej odgórnej transformacji było uznanie komunizmu za system legalny” . Z obrazu tych dramatycznych zdarzeń historycznych i ludzkich wyborów jawi się proces deprecjacji etosu demokratycznego przez głównych aktorów sceny polskiej okresu pomiędzy sierpniem 1980 a czerwcem 1989. Zasadne jest pytanie: czy demokracja musiała stać się ofiarą przełomu ustrojowego? Czy można było inaczej odzyskać (czy – jak powiedzą inni – przyjąć) wolność polityczną? Słychać dziś różne odpowiedzi . DOKOŃCZENIE ARTYKUŁU CZYTAJ - PUBLICYSTYKA 2
|
|
|
|
|
|